Opóźniona reakcja

P.T. Czytelnicy!

Coś się "pokitrasiło" z komentarzami – wszystkie za jednym zamachem otrzymałem dopiero wczoraj, co mnie – przyznam szczerze – lekko zirytowało. Zadość czyniąc blogowej grzeczności, odpowiadam zatem w niniejszej blotce i mam nadzieję, że od dziś będę już mógł wdawać się w dyskusje na bieżąco. Kolejność odpowiedzi nieprzypadkowa - kwestią starszeństwa wiedziona.

@ Mariusz Szczygieł

Panie Mariuszu!

Aż dziw bierze, że Pan tu do mnie jakimś trafem zawitał. Nie bardzo chce mi się wierzyć, że to Pan, ale z drugiej strony jeszcze mniej mi się chce wierzyć w to, że ktoś mógłby czerpać satysfakcję z podszywania się pod Pana. Uznając więc – pochlebną w gruncie rzeczy dla mnie – Pańską wizytę za rzeczywistą, przychodzi mi przyznać się do grzechu egocentryzmu.

Czasem po prostu zdarza mi się zapomnieć, że istnieje wokół świat innych ludzi, w którym można:
a) nie wycinać i nie kolekcjonować co ciekawszych gazetowych fraz; 
b) nie tworzyć segregatora z etykietą "Reportaże", do którego wpina się teksty reportażowych tuzów;
c) nie kompletować materiałów dydaktycznych dla studentów na zasadzie „a nuż się kiedyś przydadzą”.

Rozumiem w pełni Pańską intencję utrwalenia tekstów „na dłużej”. Cieszę się razem z Panem, że udało się dzięki temu myśl czechofilską wyeksportować. Z pokorą wycofuję się z frazy o „brzydkiej praktyce” i nietrafnego porównania do celebrytów wydających reedycje swoich albumów. Proszę wciąż słuchać Przyjaciół, Mnie – trochę odpasowanego od świata Czytelnika – proszę co najwyżej od czasu do czasu internetowo odwiedzać i – jeśli zajdzie taka potrzeba – z wyrozumiałością przywołać do porządku.

@ Rafał Zimny

Przyjacielu!

Ciekawostka rzeczywiście warta odnotowania. Studentom o przenikających się żywiołach: albańskim i macedońskim opowiadam na zajęciach na przykładzie - znanej większości - Teresy z Kalkuty. Ci, którzy słyszeli o takiej postaci, zwykle mówią o tym, że była Albanką – i to zasadniczo prawda. Gdy jednak pomieszkiwałem przez chwilę w Tiranie, akurat w najlepsze trwał spór między rządami Albanii i Macedonii o to, gdzie należy sprowadzić prochy błogosławionej – bo trzeba wszystkim wiedzieć, że Agnesë Gonxhe Bojaxhiu przyszła na świat w Skopje (wtedy jeszcze nazywało się Üsküb)! Pewnie gdyby samą zainteresowaną zapytać, czy czuje się Albanką czy Macedonką, wzruszyłaby ramionami…

@ Emanuel Kulczycki

Panie Emanuelu!

Kiedyśmy się pasjonowali indeksem Hirscha przy okazji rozpisanych konkursów na granty NCN, jeszcześmy chyba mieli nadzieję na jakąś realność proponowanej reformy nauki. Przyznam się szczerze, że po lekturze projektu rozporządzenia Pani Minister dotyczącego procedur doktoryzowania, habilitowania i profesorowania ja tej nadziei się ostatecznie wyzbyłem.

Tu już nie chodzi o dobre zamiary ministerstwa i ewentualne praktyczne wypaczenia ze strony środowiska naukowego. Jak bowiem racjonalnie wytłumaczyć fakt, że w projekcie rozporządzenia nie ma ŻADNYCH obiektywnych kryteriów, których spełnienie gwarantowałoby uzyskanie stopnia dra hab.? Jak to wyjaśnić, kiedy w tym samym rozporządzeniu jak wół stoją kryteria, które spełnić musi dr hab., by móc ubiegać się o profesorski tytuł? Przeoczeniem? Przemyślaną taktyką?

Dla mnie stało się jasne, że nie reformujemy myślenia o awansie zawodowym nauczycieli akademickich, a jedynie instytucjonalny wymiar procedur awansowania. Czy o to miało chodzić w reformie? 

Naprawdę: jeszcze do niedawna broniłem posunięć ministerstwa przed z zewsząd płynącą krytyką. Wyszedłem chyba na naiwniaka. To jednak kolejny dowód na to, że posunięcia polityków trzeba oceniać nie po zapowiedziach - te brzmiały nawet rozsądnie - ale po lekturze aktów prawnych. A ta nie pozostawia żadnych złudzeń: reformujemy „otoczkę”, mechanizmy zostają te same.

@ Michał Baluch

Michale,

Oczywiście słusznie, że zwróciliście uwagę młodemu adeptowi sztuki politologicznej na metodologiczne nieścisłości. Wróble ćwierkają, że Was prawie ciemna noc w trakcie dyskusji zastała. Zacne to, zaprawdę!

Oczywiste jest również to, że na podstawie dwóch jednostkowych wydarzeń, trudno wydawać sąd o całej uczelni. To zastrzeżenie wyraziłem wprost, pisząc, że „nie chcę wylewać dziecka z kąpielą” i krzywdzić dobrych studentów i wykładowców, których na KUL-u pewnie nie brak. Chciałem raczej zwrócić uwagę na to, że uczelnie są uczelniami właśnie dlatego, że ich pracowników i studentów obowiązują określone procedury postępowania naukowego, których ani p. Braun, ani p. Budzyński nie raczyli byli dochować. 

Pozostaje mi na koniec raz jeszcze podziękować komentującym za wpisy i prosić – przy pomocy rewolucyjnej odezwy – o kolejne:
INTERAKTYWNOŚĆ BLOGA WYZWANIEM DLA JEGO AUTORA I CZYTELNIKÓW!

Ponieważ dziś obudziłem się o dziwacznej jak na mnie porze, mały muzyczny prezent na "Dzień dobry" (tak naprawdę po to, by zaczarować rzeczywistość - wstawanie o świcie jest po prostu koszmarne): 

Komentarze

  1. Tak, to ja. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby ktoś się pode mnie podszył. A Radość o poranku wykonujemy z koleżanką Federiką i kolegą Pawłem na wielu imprezach jako trio taneczne. Pozdr.
    Mariusz Szcz.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty